Alterra Anti-Age Kapsułki pielęgnujące z wyciągiem z orchidei

21:11

Witajcie,
dziś chciałabym Wam przedstawić kapsułki anti-age marki Alterra Nutrikosmetik.

Kosmetyki Alterry bazują przede wszystkim na naturalnych składnikach pochodzenia roślinnego bądź mineralnego, za wyjątkiem związków olejów mineralnych. Nie znajdziecie w nich silikonów czy parafiny. Część z kosmetyków posiada dodatkowo certyfikat Vegan, czyli dany kosmetyk nie zawiera żadnych składników pochodzenia zwierzęcego. Nie zawierają składników pochodzących z GMO. Składniki pochodzenia roślinnego, w miarę możliwości, pochodzą z  kontrolowanych biologicznie upraw lub dziko rosnących zbiorów. Dodatkowo nie zawierają syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących. Nie są testowane na zwierzętach. 


Kapsułki, o których chciałabym Wam dziś napisać przeznaczone są do pielęgnacji skóry dojrzałej i wymagającej. Osobiście spotkałam się z twierdzeniem, że skóra dojrzała, to niekoniecznie ta pań po 50-tce, ale właśnie wymagająca dodatkowej troski, głownie przed starzeniem. Kapsułki zawierają olej migdałowy, olej z pestek dzikiej róży (oba z kontrolowanych biologicznie upraw) oraz olej z jojoby, które wyrównują straty spowodowane zmniejszeniem produkcji lipidów, spowodowanej nie tylko starzeniem, ale również np. atopowym zapaleniem skóry czy zwykłym przesuszeniem skóry po zimie. Wzbogacone są witaminą E, która chroni skórę przed działaniem wolnych rodników oraz wyciągiem z orchidei, który "udoskonala strukturę skóry i rozpieszcza ciepłym, kwiecistym zapachem". Cena regularna ok. 8 zł (warto patrzeć na przeceny i inne promocje, bo pojawiają się dość często), ja na promocji kopiłam za bodajże 6,99 zł. Dostępne tylko w Rossmanie i pewnie w internecie. 





Przejdźmy do wrażeń. Otwieramy opakowanie, a raczej rozrywamy, bo wyjęcie bez uszkodzenia jest pracochłonne (choć po wprawkach z innymi rossmanowymi cudeńkami, już wprawę mam, więc obyło się bez ofiar :) ). W każdym opakowaniu znajduje się siedem złotych żelowych (?) kapsułek w kształcie rybki. Ja zawsze mam problem z oberwaniem im "głowy", więc pomagam sobie małymi nożyczkami. W instrukcji napisane jest, iż zawartość "rybki" należy rozprowadzić, a następnie delikatnie wmasować na skórze twarzy, szyi i dekoltu. Ja wylewam najpierw na dłoń (czystą!), rozcieram w dłoniach i dopiero wklepuję w twarz. Olej jak widać na zdjęciu ma złotą, przeźroczystą barwę. Zapach? Typowo alterrowy, jeśli chodzi o oleje. Ja zawsze czuję posmak (po-zapach?) serka homogenizowanego. Nie jest to zapach intensywny, raczej z gatunku szybko znikających. Jak dla mnie przyjemny. Konsystencja, jak to olei, dość ciężka, choć nie najcięższa z jaką miałam styczność. Mi jedna kapsułka starsza na twarz i szyję, na dekolt nie próbuję, bo jakoś moja skóra tam nie lubi ani kremów, ani balsamów, więc nie katuje jej jeszcze olejami. Operację wklepywania najlepiej zrobić wieczorem, chyba że lubicie się świecić. Rano zmywam twarz, na początek, czystą wodą i skóra jest super - nawilżona, gładka, drobne zmarszczki  spłycone. Niestety, nie mogę stosować ich codziennie, bo zbyt mocno obciążają moją skórę. Niemniej, jestem z nich bardzo zadowolona i naprawdę polecam, zwłaszcza teraz, kiedy skóra po zimie wymaga czegoś ekstra. 

Do zobaczenia

Magda

You Might Also Like

0 komentarze