Zakupy w trasie, czyli nawiedzanie drogerii

00:46

Witajcie,
dziś mam dla Was ponownie coś z kolorówki. Jakoś tak mam, że w każdym odwiedzanym przeze mnie mieście szukam drogerii, a w nich "bazarkowych", "lokalnych" cieni i pomadek. Dzięki temu jeszcze jako małolata miałam cienie i pomadki marki Hean, która ostatnio podbija serca bloggerek. Moje ostatnie zakupy zrobiłam w trasie po Pomorzu, bodajże w Sławnie. Nazwy drogerii niestety nie pamiętam. Sama drogeria znajduje się w bloczku, nieopodal Kościoła pw. WNMP. Moje nabytki to dwie paletki do makijażu oraz błyszczyk. Wybaczcie niektóre zdjęcia, ale były robione na gorąco w pokoju hotelowym (pensjonatowym?).

Mała prezentacja zakupów.


Jak widać na zdjęciu ceny paletek były wręcz porażające, więc nie mogłam sobie odmówić zakupu. Kasetka po lewej (górne zdjęcie) to wydatek 7, 33 zł, po prawej 5, 46 zł, a błyszczyka bodajże 11-12 zł (brak ceny, brak rachunku). 


Paletki zostały wyprodukowane przez firmę KCH Cristhine z Kartuz, a więc pochodzą z "lokalnego" rynku, błyszczyk natomiast to Eveline Cosmetics. 

Zacznę moją prezentację od większej kasetki, nr producenta to 4. 


W środku prezentuje się dość standardowo - 4 cienie w harmonijnym układzie kolorów plus 4-maczaniowa pacynka i lusterko. Wszystkie kolory w wykończeniu perłowym. Mnie najbardziej urzekły kolory waniliowy i różowy, ale również śliwka/burgund wydał mi się bardzo intrygujący. Złoty mnie nie powalił, ale może dlatego, że już posiadam podobny odcień. 

A tak prezentuje się na skórze. Po lewej bez bazy, po prawej z bazą. 

Konsystencja bardzo pudrowa, miękka. Podobnie jak w przypadku złotego cienia od My Secret (recenzja TU ), baza jest niestety koniecznością, zwłaszcza w przypadku różu i wanilii. 
Trwałość na bazie bardzo dobra, bez poprawek oczy przetrwały ok. 6 godzin w samochodzie i 4 na silnym wietrze (~10 w skali Beauforta~). Bez bazy nie próbowałam, bo nie udałoby mi się "wyciągnąć" żadnych kolorów na oku, żeby całość nie wyglądała jak po pobiciu. 
Czy warte wydania całych 5 zł i niecałych 50 gr? Myślę, że tak, o dostępności jeszcze napiszę.

Idziemy dalej. Paletka nr 2, a właściwie nr 1 według numeracji producenta. 


W środku również standardowo - 3 cienie (tym razem "stopione"), lusterko i pacynka. Kolory są po prostu boskie - delikatne, dzienne, a śliwka dużo bardziej delikatna niż ta w poprzedniej kasetce. Wykończenie perłowe, wpadające na oku w satynę. Po prostu paletka wyjazdowa, kiedy nie możemy zabrać całego zestawu różnych cieni, a mimo to pragniemy wyglądać świeżo i delikatnie. Dla mnie ideał, biorąc pod uwagę mój, niemal koczowniczy tryb życia (w tygodniu mieszkam w Szczecinie, w weekendy jestem w trasie po polskim wybrzeżu, a wkrótce i po niemieckim). 

Tak prezentuje się mój nabytek na skórze. Z lewej bez bazy, z prawej z bazą.

I tu przeżyłam mały szok, ponieważ kolory niemal się nie zmieniają na bazie, a w przypadku najjaśniejszego koloru wręcz bledną! Koloru śliwkowego używam głownie do akcentowania załamania górnej powieki oraz zewnętrznego kącika dolnej, więc nie robi mi różnicy, ale fakt, iż nie będę musiała dodatkowo zabierać ze sobą bazy początkowo bardzo mnie ucieszył. Po moim eksperymencie bez-bazowym niestety posmutniałam. Cienie po około 2-3 godzinach bez bazy bledną i zaczynają się mieszać na powiece. Czyli znowu - baza to mus. Dobrze, że po ostatnich wojażach mam jeszcze odlany mały słoiczek na kolejne podróże :) A o mojej bazie też wkrótce napiszę. Wracając do dostępności - ja znalazłam póki co w jednym miejscu w Szczecinie produkty tej marki, a mianowicie w kiosku przy przejściach podziemnych koło budynku Oxygena. Przyznaję, iż ostatnio nie miałam czasu przelecieć się po stoiskach na Manhattanie, więc nie wiem czy i tam by nie można ich dostać. Na Allegro nie widziałam.

Ostatnią rzeczą, która wpadła mi w oko i która znalazła się w mojej torebce dzięki wyrozumiałości mojego Kochanego Męża do mojego zakupoholizmu, jest błyszczyk od Eveline Cosmeticsw kolorze nr 570 Colour Celebrity.  Jest to cukierkowy róż ze złotym brokatem, całość wpada w grejpfrutowy odcień.

 Dopiero obrabiając zdjęcia zauważyłam, to małe rozwarstwienie na górze błyszczyka, ale po sprawdzeniu stanu na teraz rozwarstwienia brak, czyli się wymieszało.

Kolorek jest urzekający, nieprawdaż?

Moje wrażenia są dość mieszane, jeśli chodzi o to cudo. Ma dziwną wodnistą konsystencję, która sprawia, ze jednorazowo na usta nakłada się niewielka ilość produktu, więc efekt jest niemal transparentny. Dla niektórych to plus, dla innych minus - można oczywiście stopniować krycie lub używać jako toppera na inne pomadki. Z drugiej strony praktycznie się nie lepi i nie skleja ust. To dla mnie bardzo duży plus, bo nie znoszę jak błyszczyk staje się pułapką dla moich (zwłaszcza świeżo wymytych i ukręconych) włosów. Niestety właściwości te wpływają na trwałość błyszczyka, który bardzo szybko schodzi z ust. Kolejną rzeczą jest chemiczno-owocowy zapach, który nie przypadł mi do gustu oraz wyczuwalne drobinki brokatu. 
Moje ogólne wrażenia? Zużyje, bo szkoda mi kasy, poza tym ma dość krótki okres przydatności do spożycia, a mianowicie do 24 czerwca, więc nie będę się musiała z nim zbyt długo użerać. Czy kupię ponownie? Raczej nie, ale głownie przez zapach, który mnie irytuje, niż inne jego właściwości. 

A Wy co przywozicie z podróży? Oczywiście oprócz masy zdjęć i wspomnień :)

Do zobaczenia

Magda


You Might Also Like

3 komentarze

  1. Paletka nr 2 ma cudowne kolorki ;)ja akurat wczoraj buszowałam po takich bazarkowych drogeriach gdyż uwielbiam kosmetyki z Ingrid i tylko tam mogę je dostać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ogólnie mam słabość do małych drogerii w małych miejscowościach, bo zwykle znajduję tam rzeczy, których nie można dostać nigdzie indziej. Z Ingrid chyba jeszcze nic nie mam, ale kto wie... :)

      Usuń
  2. Kolor błyszczyka cudny! Czy zdradziłaś mi już swoje kosmetyczne marzenie? Jeśli nie to czym prędzej zapraszam! Marzysz o cieniu z MAC'a lub o szmince Chanel? Realizuję Wasze "wish" listy! http://blonde-shopaholic.blogspot.co.uk/2012/04/realizuje-wasze-wish-listy-koncert.html

    OdpowiedzUsuń