Kobo Professional 205 Golden Rose

19:16

Witajcie,
nie wiem czy tylko ja tak mam, ale rzeczy w moim życiu umieją się zmieniać z prędkością światła. Jeszcze niedawno były wakacje, lato i deser z malinami, a teraz znów szkoła... Nie wiem co mnie podkusiło, żeby w tym wieku iść znów do szkoły. Tak więc, od września jestem uczennicą zaocznego technikum kosmetycznego. Pierwszy zjazd za mną i o ile przedmioty takie jak chemia czy anatomia nie wzbudzają mojego panicznego lęku, o tyle ćwiczenia w pracowni kosmetycznej już tak. No bo, jak tu zachować zimną krew kiedy uroda Waszej koleżanki leży w Waszych rękach? Dzięki Bogu, póki co tylko uroda, ale już wkrótce i zdrowie... Ehhh... Tak więc nie pozostaje mi nic innego, tylko siąść do książek i wkuwać, żeby nikomu krzywdy nie zrobić :)
A wracając do sedna, czyli tematu postu - dziś przepiękne cienie od Kobo nr 205 w kolorze Golden Rose. 




Zacznijmy od opakowania - niewielki "słoiczek" z czarnego, solidnego plastiku, w typowej dla Kobo formie. Jak dla mnie to trochę przerośnięty w stosunku do zawartości i spokojnie mógłby być o połowę niższy. Jedyny minus opakowania to słabo trzymający klej. Wystarczył jeden wypad za miasto, małe sponiewieranie w kosmetyczce i klej puścił.


Co do koloru, to nasuwają mi się tylko określenia typu: "piękny", "nieziemski" i "cudowny". Różany odcień różu (masło maślane :p) o pięknym metalicznie złotym wykończeniu. Niezwykle urokliwy i uniwersalny - będzie pasować zarówno blondynkom, jak i brunetkom. Jest to, moim zdanie, jeden z najładniejszych kolorów w ich kolekcji. Na dowód moich słów - zdjęcia.

 Zdjęcie robione w świetle dziennym, ale nie w słońcu. Po lewej skóra be z bazy, po prawej z bazą.

Zdjęcie w pełnym słońcu.

Jak widać na zdjęciach, baza delikatnie intensyfikuje kolor oraz wyciąga metaliczny połysk. Użycie bazy nie wpływa jednak w żaden sposób na trwałość cieni - są praktycznie nie do zdarcia. 
Użyłam ich w minimalnej ilości na pogrzeb mojego Dziadka i mimo hektolitrów przelanych łez cienie nadal się trzymały. Niestety, nawet w takim dniu makijaż był u mnie koniecznością ze względu na stan cery i totalne niedospanie spowodowane długą podróżą. 
Jedyny minus tych cieni to specyficzna konsystencja. Te z Was, które już miały styczność z cieniami Kobo wiedzą o czym piszę. Jest ona kremowo-sypka, dość ciężko nią operować na pędzlu tak, żeby się nie osypywał (chyba, że po prostu mam złe pędzle :) ), ale również niesamowicie wydajna. Ja zawsze nakładam go palcami i już jedno pociągnięcie palcem po cieniu pozwala mi umalować praktycznie całą powiekę, aż po łuk brwiowy oraz dolną powiekę (nie żebym się tak normalnie malowała w matrioszkę :) ). Tak czy inaczej jest to jeden z najpiękniejszych i najtrwalszych cieni z jakimi miałam, póki co, styczność.

Jeśli rozważacie zakup któregokolwiek cienia od Kobo macie teraz jeszcze jeden powód to rozmyślań - obecnie są one w promocji i kosztują 10,99 zł, wkłady natomiast 8,99 zł. Dodatkowo w promocji jest także paletka na 4 wkłady za 8,99 zł.

Moja ocena:
Kolor: 5/5
Intensywność: 5/5
Trwałość: 5/5
Dostępność: Drogeria Natura
Czy kupię ponownie? O TAK!

Mam nadzieję, iż moja recenzja była dla Was pomocna.

Pozdrawiam

***

Magda

You Might Also Like

0 komentarze