Bubel, czyli dlaczego nigdy więcej cię nie kupię

13:51

Dziś post z zupełnie innej beczki, czyli buble. Do tej pory starałam się pokazywać Wam na blogu rzeczy, które mi się podobają. Teraz troszkę się ich zebrało, więc można wyprodukować jednego zbiorczego posta bublowego. A więc do dzieła :)

1. Kobo Professional Smooth Make-Up Base
Koboska baza pod podkład, która wg producenta ma doskonale wygładza i nawilża skórę, ułatwia rozprowadzanie podkładu oraz przedłuża jego trwałość. Wśród składników aktywnych producent wymienia hydromanil (kompleks naturalnych cząsteczek z rośliny Tara, który aktywnie nawilża skórę przez 24 h), olejek makadamia (łagodzi podrażnienia i wygładza, zmiękcza i uelastycznia naskórek), alantoinę oraz kompleks witamin E,C i F (dziwi mnie ten zapis, ponieważ moja mądra literatura fachowa podaje, iż nie używa się już nazwy wit. F, a jedynie NNKT, czyli Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe). Reszty składu nie podano, więc mam rozumieć, że to wszystko. Ma postać mocno płynnej, białawej, lepkiej cieczy. Tak czy inaczej - zarzuty:
- baza nie wygładza; mam wręcz wrazenie, że podkreśla wszelkie niedoskonałości
- zapycha niemiłosiernie, już w 2-3 godziny (!) pod jej nałożeniu dostawałam wysypu paskudztw wszelkich
- skóra świeci się po niej jak psu j***a (dosłownie!)
- świecenie się skóry powoduje spadek trwałości makijażu, który w krótkim czasie zaczyna się ważyć i spływać
- nawilżenia nie zauważyłam
Jako że mam tendencję do niewyrzucania kosmetyków, tak i tu postarałam się o znalezienie dla niej jakiejś funkcji. Udało mi się wykorzystać ją jako bazę pod cienie na wykorektorowanej uprzednio powiece. Przydaje się także do testów cieni na dłoni do zdjęć :) Tak czy inaczej, po tej bazie dość ostro się zraziłam do produktów Kobo (dodatkowo utwierdził mnie w tym przekonaniu ich tusz do rzęs), ratują ich tylko cienie. 


2. Ewa Schmith Boutique Gabka Konjac
Miała być na początku przeze mnie wychwalana, ale się los mnie wstrzymał. I dobrze, bo nie jest to gąbka dla mnie. Według producenta ma ona zawierać naturalny środek myjący, który pomaga wyrównać odczyna pH skóry oraz posiadać właściwości nawilżające. Zarzuty:
- nie peelinguje - ja rozumiem, że może nie dać rady wszystkiemu, ale bez przesady namięknięte  "płatki" powinna usuwać
- nie zauważyłam w niej żadnego środka myjącego. Owszem po wyjęciu z opakowania gąbka jest nawodniona i taka lekko śliska, ale nic poza tym. Żeby umyć nią buzię trzeba czegoś extra. 
- rozsiewa trądzik - przynajmniej u mnie
- nie nawilża
Gąbka sobie wisi i tyle. Przydaje się, kiedy chcę zrobić porządny peeling (dobry żel plus docieranie gąbką) albo zmyć resztki jakiejś opornej maseczki.


3. Arko Gourmet Caramel Candy Nawilżające mydło glicerynowe
Krótko - śmierdzi trupem i nie nawilża. Fu!


4. BingoSpa Chocolate with Orange Smmothing Body Wash
Enigmatyczny opis na opakowaniu mówi nam tylko, że czekolada ma właściwości nawilżające, przeciwutleniające, tonizujące, pobudza metabolizm komórkowy, relaksuje i poprawia nastrój. Rozczytanie składu bez pomocy aparatu graniczy z cudem - literki na ciemnym tle, miniaturowa czcionka. Jedyne do czego nie mogę się przyczepić to zapach - dość delikatny, wyraźnie pomarańczowo-czekoladowy. Zarzuty:
- skóra po użyciu tego specyfiku była może nie masakrycznie sucha, ale zauważalnie przesuszona (bez balsamu ani rusz). Przy dłuższym stosowaniu wyraźnie przesusza.
- dość rzadka konsystencja
- cena raczej nie adekwatna do właściwości - mimo, że to tylko 14 zł, to za te 14 zł mogłabym kupić o niebo lepsze kremowe żele z Dove lub Nivea.

5. BingoSpa Chocolate with Orange Hair&Scalp Care Shampoo
Rozczytanie składu nawet z aparatem graniczy z cudem. zapach jak wyżej. Zarzuty:
- przetłuszcza włosy u nasady
- powoduje puszenie się końcówek


6. Essece Make-Up To Match Adapts to All Skin Tones Podkład
"Nadaje nieskazitelny i matowy wygląd cery. Lekko kryjący i trwały." Podkład? Dobre sobie. Co najwyżej krem tonująco-matujący. Trwały? Tu tez bym się kłóciła. Krycie żadne (nie lekkie), trwałość bez rewelacji (tak do 4-5 h).  Za to całkiem nieźle matuje i lekko poprawia koloryt skóry.


7. Kobo Professional Black Perfection Mascara
Tusz do rzęs, który trafił w moje ręce trochę przypadkiem - w portfelu pustki, a właśnie skończyła mi się maskara. Zakupiona w jakiejś promocji za śmieszne pieniądze. Formuła maskary (podobno) została wzbogacona potrójnie czarnym barwnikiem, ekstraktem z wiśni japońskiej oraz naturalnym woskami i polimerami, które mają pokrywać rzęsy intensywnym kolorem głębokiej czerni, wyraźnie rozdzielać rzęsy, nadawać im zdrowy wygląd i piękny połysk, a także nawilżać rzęsy. mimo przyzwoitej szczoteczki umie zrobić niezłe kuku. Brak składu na opakowaniu. Zarzuty:
- koszmarna aplikacja - raz za dużo tuszu, raz za mało i o ile z tej drugiej opcji da się jeszcze wybrnąć, o tyle gorzej jest w przypadku tej drugiej, bo wtedy...
- skleja rzęsy
- robi grudki
- szybko się osypuje
Czyli po raz kolejny, jeśli Kobo to tylko cienie.



I to by było póki co na tyle, choć pewnie jeszcze taki wpis się pojawi w przyszłości. Dlaczego tylko tyle? Bo staram się kupować z głową - jeśli mam jakiekolwiek wątpliwości nie kupuję, choć jak widać i ja nie jestem święta.

A Wam zdarzyło się kupić produkty, które totalnie Was rozczarowały?



Pozdrawiam

***

Magda

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Ja tez nie jestem zadowolona z tej gabeczki jakoś specjalnie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wysławiana, wychwalana, okazała się mocno mierna...

      Usuń
  2. Dobrze wiedzieć, chciałam się skusić na Bingo Spa, bo uwielbiam czekoladę z pomarańczą, ale po przeczytaniu Twojego wpisu podziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi mocno nie podpasowały. Był nawet okres, że drażnił mnie ich zapach. Skończyłam opakowania myjąc nimi ścierki po sprzątaniu :/

      Usuń